>>

Dziwne zaklęcie Jelenia

<<

Kolejna notka. Może zrobie z tego charlekin? (nie wiem jak to sie pisze :P) W tej pożyczyłam jedną rzecz z nowej książki może jak ktoś szybko przeczyta to bedzie wiedział o co biega :] Nie wiem kiedy znowu napisze, bo ferie mi sie kończą :P Pozdrawiam i miłej lekturki ( nie jest długa :P):]

29.12.1976r. ( Środa)

Minęły dwa dni od tego incydentu. A ja czuje jakby to były lata. Shin wyjechał w poniedziałek z rana. Syriusz się do mnie nie odzywał. Jeszcze parę miesięcy temu taka sytuacja by mi odpowiadała ( co ja mówię, skakałabym z radości). A teraz gdy zobaczyłam jaki jest naprawdę. Brakuje mi rozmów z nim. Chciałabym, żebyśmy znów normalnie rozmawiali. Wiem też, że to nie możliwe. I pomyśleć, że wszystko przez głupi mecz. Właśnie! Potter! Zamierzałam dorwać chama i ukatrupić nim zacznie mi znowu mydlić oczy.
Właśnie zadzwonił dzwonek. Zebrałam swój kociołek i książkę do eliksirów. Oddałam zielone coś zamknięte w probówce profesorowi i wybyłam na przerwę. Okazało się, że rogaty ma lekcje na czwartym piętrze, tak się składa, że razem ze mną. Tak wyszło ,że jest to obrona przed czarna magią. A dziś będziemy ćwiczyć zaklęcia nie werbalne. Ten rodzaj zaklęć z każdym dniem wychodził mi coraz lepiej. Potter ma pecha. Z mściwą satysfakcją zgłosiłam się na ochotnika jak tylko Potter podniósł kopyto.
-Dobrze więc Panno Blid, Panie Potter- Profesor wskazał na nas różdżką. Wstaliśmy z miejsc i stanęliśmy naprzeciw siebie na odległość dwóch metrów.
-Przygotujcie różdżki.- Nasze różdżki uniosły się w tym samym czasie na wysokość twarzy. -Na razie ćwiczymy tylko zaklęcie rozbrajające.- Uprzedził psor, patrząc się na nas podejrzliwie- Raz… Dwa.. TRZY! – Zielony strumień poleciał w stronę jeleniowatego. Wylądował na pobliskiej szafce z podręcznikami. Usłyszałam stłumione śmiechy gdy Potter dostał opasłym tomiskiem w rozczochrany łeb. Widziałam, że był wkurzony. Wygrzebał się z pomiędzy książek ,wstał i..
-Sectumsempra!!! – Krzyknął po czym dziwny strumień światła poleciał w moją stronę. Uderzył we mnie z wielką siłą. Upadłam i świat się rozpłynął.

30.12.1976r (Czwartek)

Obudził mnie jasne świtało z okien. Chciałam wstać, ale przeszył mnie okropny ból w okolicach klatki piersiowej. Zakaszlałam z trudem łapiąc powietrze.
-Anna?- Usłyszałam męski głos. Spojrzałam w lewo. Na łóżku obok siedział Syriusz.- Jak dobrze, że żyjesz- Odetchnął z ulgą.
-Jak to?- Spytałam się lekko ochrypłym głosem.
-Nie pamiętasz?- spojrzał się na mnie, po czym wlaną się w czoło- No tak byłaś nieprzytomna- Jednak ma coś w półmózga.- James się trochę zapędził.-stwierdził drapiąc się po głowie.
-Trochę? Dlaczego ja tu leże? Co się stało? Co to było za zaklęcie?- Byłam wręcz oburzona. To ja miałam ośmieszyć Pottera a nie on mnie wysłać do skrzydła szpitalnego!.
-Tak naprawdę to on nie wiedział, co to za zaklęcie. Żaden z nas nie wiedział.
-I wypróbował go na mnie? Cóż za wspaniałomyślność- Rzuciłam z ironią jeszcze bardziej wkurzona. Nie dość, że bolą mnie żebra to jeszcze byłam królikiem doświadczalnym Jelenia!.
-Podpatrzyliśmy je gdy gwizdnęliśmy książkę jednemu ze śligzonów.- wytłumaczył.
-Ślizgoni na pewno mają świetne pomysły. Trzeba jeszcze barć z nich przykład!
-niektóre były całkiem niezłe- Mruknął myśląc, że go nie usłyszę.
-Czyli ja nie byłam jedyna ofiara waszych marnych eksperymentów?
-No.. nie. Ale tylko ty tu trafiłaś- Rzekł jakby to miało świadczyć o bezpieczeństwie innych podejrzanych zaklęć.
-Gdzie Potter?- Spytała nagle.
-Ma szlaban. Do końca roku.- Rzucił z mizerna miną.
-Zasłużył sobie.- Stwierdziłam. Chociaż nie został bezkarny.
-Musze już iść. Trzymaj się- Syriusz wstał.
-Na razie- cmoknął mnie w policzek i wyszedł. Gdy drzwi się zamknęłam dotknęłam swojej twarzy. Może jeszcze nie wszystko stracone?

Anna Lee2006-01-27 17:10:48 skomentuj (2)