>> I can't belive that I say - Yes.<<Powiem szczerze, ta nota wydaje mi sie strasznie flegmatyczna, ale czekam na wasze zdanie. Dedykacja do Richa (Thomasa :P), żeby pisał więcej!!! 4.12.1976r (Sobota) Wstałam o godzinie siódmej rano za oknami było jeszcze ciemno. Kiedy podeszłam do zaszronionego okna zobaczyłam błonia zasypane śniegiem, który wciąż padał. Zapatrzyłam się przez chwilę na okryte biała szatą drzewa zakazanego lasu. Zaczynała się zima. Co oznaczało, że niedługo skończę 17 lat. Czyli według świata czarodziejów będę pełnoletnia. Sama nie wiem kiedy minęło te siedem lat w Hogwarcie. Odeszłam od okna. Była sobota. Dziś Gryfoni grali z Puchonami. Wiele zależy od tego wyniku. Jeśli Puchoni wygrają będzie z nami źle. Więc dziś definitywnie kibicuje Gryfonom. Przez dziesięć minut patrzyłam na otwarta szafę, zastanawiając się jak by się ubrać. W końcu stwierdziłam, że duży porozciągany czerwony sweter ciemne jeansy i ciepłe buty załatwią sprawę. Wychodzą z dormitorium po drodze zabrałam swoją czarną szatę. Dochodziła ósma gdy dotarłam do drzwi prowadzących do Wielkiej Sali. Blacik czekał już grzecznie siedząc na schodach, lekko zaspany. -Dzień dobry kudełku- Przywitałam się mierzwiąc mu włosy- Jakie plany?- Spytałam gdy wstał ziewając przy tym. -Niech pomyśle, jest dwie po ósmej, sobota, mój brzuch marzy tylko o tym żeby wrzucić coś na ruszt.- Stwierdził patrząc tęsknie w stronę Wielkiej Sali. -No to chodźmy powiedziałam z uśmiechem wziąwszy go za rękę pociągnęłam w stronę wielkich drewnianych drzwi. W środku nie było dosłownie nikogo. Był tak nienaturalnie cicho. Z sufitu padał lekki śnieg, a wysokie okna dawały lekkie światło wschodzącego właśnie słońca. Usiedliśmy przy stole Gryfonów, nie czekaliśmy długo na śniadanie. Po krótkiej chwili pojawiło się tuż przed nami. Cały dzbanek dyniowego soku ,dwie szklanki ,dwa nakrycia z górą naleśników na nich. Zjedliśmy w ciszy. Patrzyłam chwile jak Syriusz kończy swoje naleśniki. -Co?- spytał przełykając ostatni kęs. -Nic, zapatrzyłam się- Stwierdziłam bawiąc się widelcem. Uśmiechnął się tylko i wstając wziął mnie za rękę. Schodząc po schodach ubraliśmy swoje szaty wtedy zauważyłam, że mój genialny umysł zapomniał szalika. Gdy wyszliśmy za mną w twarz uderzył mnie lekki powiew chłodu i prószący z nieba śnieg. Syriusz wyjął ze swojej szaty szalik w czerwono żółte pasy i owinął nim moją szyję, po czym pocałował mnie w policzek obejmując swoim ramieniem. Szliśmy tak w ciszy oglądając zimowy krajobraz błoni i skraju zakazanego lasu. To takie dziwne, że ten małpiątkowaty, zadufany w sobie pół mózg potrafi być taki … taki słodki i opiekuńczy? Czy to możliwe, czy to może jakaś gra w która zostałam wciągnięta?! -Jak myślisz kto dziś wygra?- Spytałam przerywając milczenie. -James- Powiedział bez najmniejszego wahania. – nie przypominam sobie meczu w którym nasza drużyna by przegrała gdy Rogacz grał- dodał. -No tak… Potter.- Przypomniałam sobie waśnie przez kogo jestem tu teraz z rozczochraniem.- Ale czekaj w 5 klasie podczas meczu z Krukonami w którym ja debiutowałam, przegraliście! Nie pamiętasz? James dostał tłuczkiem w głowę.- Przypomniałam mu ,na co trochę zrzedła mu mina. -no tak pamiętam, ale to tylko jedna wpada. To wszystko przez Lily- Mruknął patrząc na boisko do którego zbliżaliśmy się powoli. -Kim jest Lily?- Spytałam, nie za bardzo wiedząc o kogo chodzi. -Wielka miłość Jamesa. Lily Evans z naszego roku. Taka ruda, na pewno ją widziałaś. – Zaczął mi tłumaczyć i wtedy przypomniałam sobie Pottera obściskującego się na korytarzu z jakąś dziewczynę. To pewnie była ta cała Lily. -A tak przypominam ją sobie.- Rzuciłam po czym uwalniając się z spod jego ramienia weszłam po schodach prowadzących na trybuny. -A wy… kiedy gracie?- spytał gdy wyszliśmy na trybuny wznoszące się nad boiskiem. -Tak jakoś pod koniec stycznia…- Powiedziałam szybko, przypominając sobie, że gramy z Gryfonami. -No tak Rogacz cos wspominał o kolejnym meczu. – Przytaknął siadając koło mnie na ławce. Na boisko wyszli właśnie Gryfoni już ubrani w szaty do gry. -Rogaty chciał żebyśmy przyszli na trening przed meczem- Oznajmił, po czym pomachał do patrzącego akurat w nasza stronę Pottera. -Przyszli? Chciał, żebym ja tez przyszła?- Zdziwiłam się. -Nie wierzył mi, że jesteś ze mną- Powiedział rzeczowym tonem. Przepraszam bardzo czy ja jestem obiektem jakiś zakładów. 10 galeonów dla Pottera jeśli Blid przyjdzie?! Co jest?! -A więc jesteś.- Rzucił Potter podlatując do nas na miotle. Rzucił mi tryumfalne spojrzenie zwieńczone szyderczym uśmiechem. -Do czasu – Mruknęłam przez zaciśnięte ,żeby Black nie zauważył. Potter kiwnął głową. -Do 22 Stycznia Blid. Pamiętaj.- Krzyknął po czym wrócił do drużyny. -Co wtedy będzie- Spytał zaciekawiony futrzak. -Mecz- Powiedziałam uśmiechając się do niego. Anna Lee2005-12-09 22:34:42 skomentuj (4) |
|
|||||||