>>

Man ...always makes trouble double

<<

Wesołych Świąt ludzie :D Napisałam, taki mały prezencik na święta :] Wreszcie mam pomysł, nawet kilka ,ale narazie zapraszam do lekturki tej noteczki :]
Dedykacja dla wszystkich czytelników :]


6.12.1976r (Poniedziałek)

Był śnieżny poniedziałek szóstego grudnia. Właśnie skończyłam dwie godziny eliksirów i miałam pół godziny do obiadu. Wróciłam do dormitorium. Wzięłam pierwszą lepszą książkę z regału stojącego nieopodal wejścia i siadając na fotelu zaczęłam czytać. Niestety mój spokój przerwała pewna pierwszoklasistka. Miała duże brązowe oczy którymi usilnie wpatrywała się we mnie, krótkie lekko kręcone ciemne włosy i chyba ze trzy duże toby w rękach. Torbą na jej ramieniu była bliska urwaniu się do nadmiaru książek wepchanych w nią.
-Mogłabym ci w czymś pomóc?- Spytałam nie wiedząc czy to dobry tekst na przerwanie tej niezręcznej ciszy kiedy wpatrywała się we mnie.
-Jestem Scarlett Law. Wiesz mój brat cię bardzo lubi. Zwierzył mi się wczoraj wieczorem.- Powiedziała szybko podkreślając słowo „bardzo”. Popatrzyłam się na nią z nieukrywanym zaskoczeniem.
-Wiesz Scarlett ja już z kimś jestem.- wyjaśniłam jak czterolatkowi, że ogień parzy.
-Mój brat powiedział, że to nie problem. Chłopaka można rzucić no nie?- spytała robiąc słodkie oczka. Trzeba powiedzieć, że ma tupet. Ale jakoś ciężko mi uwierzyć by była siostra Thomasa. Gdyby nie cechy zewnętrzne to bym jej oto nie podejrzewała. On nie jest taki arogancki. Chociaż, może ja za słabo go znam?
-Tak, jasne. Późno już musze iść na obiad. Na razie- zbyłam ja i zanim znowu zaczęła mówić zwiałam z dormitorium. Odetchnęłam spokojnie gdy usiadłam na swoim miejscu przy stole w Wielkiej Sali.
-Hej Lee, słyszałaś już, że ktoś napisał na ścianie łazienki na piątym piętrze „Black ty szujo Anna Lee Jest moja”- Rzuciła jak gdyby nigdy nic Alice zjadając fasolkę.
-Co? Jak to? Był jakiś podpis?- spytałam nalewając sobie soku dyniowego.
-Tak. Podpisane Law. Znasz jakiegoś?- Spytała, ja w tej chwili o mało nie puściłam dzbanka.
-A więc ta mała…- Powiedziałam bardziej do siebie niż do niej. Obejrzałam się za siebie. Z Sali wychodził Potter a za nim szedł Tom. Będzie rozróba. Dlaczego faceci zawsze musza stwarzać tyle problemów.
-Ty ja znam Law’a. Thomas Law chodzi jest na naszym roku. Ba jest z naszego domu!- Miriam się ocknęła. Spojrzała się na mnie- Ann czy chcesz nam coś powiedzieć?- Poczułam wzrok przyjaciółek na sobie.
-chyba żartujecie ja nie romansuje!- Powiedziałam z wyrzutem.
-Jasne, A Shina rzuciłaś?- Spytała Kate.
-Nie! Przecież wiesz… Mówiłam wam o sytuacji z Syriuszem- Ściszyłam głos rozglądając się czy czasem Syriusz nie podsłuchuje.
-Jeszcze rok temu był parszywa bezmózgą nibynóżką.- stwierdziła sceptycznie. – Co zrobisz jak Shin cię odwiedzi?
-Nad tym jeszcze nie myślałam..- Powiedziałam spuszczając wzrok. Tu mnie ma. Co wtedy będzie? Co ja zrobię jak ci dwaj się spotkają/ to będzie istny Sajgon. Po mnie.
-Czas zacząć, zbliżają się święta. Myślę ,że Shin nie przegapi okazji żeby się z tobą spotkać. Poza tym Bal Bożonarodzeniowy się zbliża.- Dodała. Kate zawsze potrafiła sprowadzić mnie na ziemie.
-O nie - jęknęłam kładąc głowę na stole.- Zapomniałam.
-Masz- Alice zaczęła grzebać w swojej torbie. W końcu wyciągnęła mała książeczkę.- Propozycje Madame Malkin. Może znajdziesz cos dla siebie.
-Dzięki Alice, ale chyba zrezygnuje. Nie chce być zamordowana przez Blacka, tym bardziej przez Shina. Jeszcze Thomas. A dajcie mi wszyscy święty spokój- Zabrałam torbę i wyszłam praktycznie nie ruszając obiadu. Nie miałam już na nic ochoty. Faceci… Potrafią obrzydzić życie.

Anna Lee2005-12-24 15:38:31 skomentuj (3)