>>

Wyjaśnienie

<<

Dobra. Póki mam ferie, napsiałam wam jeszcze jedna notke co byście nie płakali ;P Krótka ,ale to jest notka sytuacyjna nie opisowa :]

3.01.1977r (Poniedziałek)

Właśnie szłam na śniadanie gdy usłyszałam rozmowę z pobliskiego korytarza.
-A gdybyś użył tego, gdy nauczyciela nie byłoby w pobliżu? Mogła się wykrwawić!- Usłyszałam znajomy głos. Wyjrzałam zza rogu. Przy parapecie stal Syriusz i odwrócony plecami do mnie Potter.
-wiem. Ja.. Sam nie wiem to było pierwsze co przyszło mi do głowy. Byłem na nią tak wściekły za to co ci zrobiła…- Nie wierze własnym uszom. Ten który mnie w to wrobił zwala wszystko na mnie. Czas by Black dowiedział się prawdy. Nim zdążyłam pomyśleć szłam już w ich stronę.
-Ann?- Zdziwił się Syriusz. Lecz ja nie zwracają na niego uwagi, złapałam Pottera za ramie obróciłam i trzasnęłam ręką w której akurat trzymałam opasłe tomisko do OPCM. Rogaty uderzył głowa o ścianę.
-Au ! Odbiło ci wariatko?!- Pchnął mnie do tyłu.
-Ej spokojnie- Syriusz stanął pomiędzy nami gdy już zamierzałam obić mu jego śliczną buziulkę z drugiej strony.
-Ja mu zrobiłam? Kłamco! Jak możesz oszukiwać swojego najlepszego przyjaciela?! To był twój pomysł! To ty nie pytając się jego kazałeś mi być jego dziewczyną draniu!!!! – Syriusz patrzył się raz na mnie raz na niego.
-To prawda James?- widać było zmieszanie na twarzy Pottera. Usilnie próbował wbić wzrok w podłogę.
-Tak.- Mruknął.- chciałem żebyś był szczęśliwy bracie! Nie wiedziałem, że to się tak skończy.- Zaczął się tłumaczyć.
-Dobrze wiedziałeś, ze nie zostawię Shina ,powiedziałam ci to! – Weszłam mu w zdanie.- Przez ciebie Black nie chce ze mną rozmawiać! To wszystko twoja wina! Wszystko zepsułeś!- Głos zaczął mi się łamać. Nagle zobaczyłam wzrok Syriusza. Patrzył na mnie jakbym była kimś zupełnie mu obcym. Powiedziałam zbyt wiele. Zrobiłam jeden krok w tył. Potem drugi. Obrót. I kolejny już w biegu.
-Anna czekaj!- Usłyszałam głos Blacka. Jego kroki były coraz bliżej. Wbiegłam na schody. Skakałam co dwa stopnie. W końcu noga utknęła mi w stopniu pułapce. O nie. – Ann..- Obróciłam się momentalnie. Musiałam wyglądać komicznie, przykucając na schodach z noga która wpadła mi po kolano w stopień. Ale w tym momencie nie miałam ochoty się śmiać. Czułam jak łzy napływają mi do oczu.
-Jestem podła. A takich jak ja zawsze spotyka kara.- Powiedziałam jakbym właśnie dostała nędzny z zaklęć. – Nie chciałam żeby tak wyszło.- Czułam jak jedna łza ginie w moich rozpuszczonych włosach.- Ja… Zrozumiałam, że naprawdę nie jesteś taki zły… Nawet zaczęłam cię lubić…- Syriusz zamarł dziesięć stopni poniżej mnie.- I kiedy to minęło. Zaczęło mi ciebie brakować…- Kolejna łza tym razem wylądowała na posadzce schodów. – Przepraszam, że jestem taką okropną wiedźmą. Podszedł do mnie i pomógł wyciągnąć mi nogę ze stopnia. Otarłam twarz wierzchem dłoni.
-To ja przepraszam za Jamesa. Czasem miewa głupie pomysły.- Pocałował mnie w dłoń i pomógł wstać.
-Czy możemy być przyjaciółmi?- Spytałam gdy schodziliśmy po schodach. Popatrzył się na mnie przez chwile po czym uśmiechnął się w specyficzny dla siebie sposób.
-Jakos będę to musiał przeboleć- Puścił mi oko, po czym razem poszliśmy na śniadanie.

Anna Lee2006-01-28 23:03:58 skomentuj (3)